Wydaje mi się, że to, co w minimalizmie jest najpiękniejsze, to oprócz samego minimalizmu, szczerość, z jaką – poprzez brak przerysowania i sztuczności wynikającej z chęci budowania narracji - przejawia się podejście do ograniczonego w wyrazie projektowania w architekturze i wnętrzach. Oczywiście mówimy tutaj o dobrym minimal arcie. Takim, który jest przemyślany, dobrze skomponowany i który nie jest zbiorem przypadkowo zestawionych elementów. Zdecydowanie nie takim, do którego zdążyły nas przyzwyczaić magazyny o architekturze czy Pinterest, a który my sami zdążyliśmy już przekształcić i dostosować - tworząc nasz własny, „przaśny minimalizm” dopasowany do naszych potrzeb.
Jednym z trafniejszych określeń, jakie przychodzi mi na myśl, kiedy próbuję opisać minimalizm – co samo w sobie jest trudne, a być może wręcz niemożliwe – jest „kontrolowana pustka”. Jako przykłady pozwoliłam sobie omówić dorobek trzech bliskich mi estetycznie architektów. Pierwszym z nich jest John Pawson. W wielu jego projektach wnętrz, głównie mieszkalnych domów jednorodzinnych, możemy dostrzec powtarzający się schemat działania. Przestrzenie przepełnione są bielą, betonem i naturalnym kamieniem. Pojawiają się również przeszklenia, często otwierające wnętrza na wewnętrzne dziedzińce z wodą lub zielenią, albo kierujące je ku naturze – jak w projekcie szwedzkiego Palmgren House z 2013 roku.
Zlokalizowany nad jeziorem dom o białej, kubicznej fasadzie zimą, gdy tafla wody zamarza i staje się jednolicie biała, niemal znika w krajobrazie. Jego główną ideą było pozostawienie wnętrza otwartego na zewnętrze i „oprawienie” go prostymi powierzchniami oraz stonowaną kolorystyką. Dom własny Pawsona również kontynuuje tę filozofię przenikania się wnętrza i zewnętrza – główna przestrzeń, salon z kuchnią i jadalnią, płynnie przechodzi w otwarte patio.
Meble Pawsona to zazwyczaj lite drewniane krzesła i stoły o wyrafinowanych, lecz nieskomplikowanych formach, choć pojawiają się również elementy bardziej złożone, a czasem nawet kolorystyczne akcenty. Wszystko to wynika z kontekstu miejsca i jego charakteru. Szczególnym przykładem jest Kościół św. Marcina w Augsburgu - przestrzeń po licznych zniszczeniach i remontach została przez Pawsona przywrócona do życia w minimalistycznym duchu. Biała przestrzeń zachowuje pierwotny rysunek łuków, okręgów i półkolistych ścian, a światło filtrują mleczne, półtransparentne witraże. Innym ważnym przykładem jest kaplica w Unterliezheim w Niemczech - architektura w małej skali, w której materiał konstrukcyjny staje się jednocześnie dekoracją. Drewniane belki wyznaczają rytm siedmiometrowej konstrukcji, doświetlonej prostym oknem i świetlikiem. W środku mieści się jedynie ławka, a w bocznej ścianie wycięto symbol krzyża. Z zewnątrz kaplica może przypominać stos drewna, jednak dopiero droga do niej odsłania pełnię doświadczenia.
Kontynuując temat doświadczenia w architekturze minimalistycznej, nie sposób pominąć Petera Zumthora. Jego twórczość charakteryzuje się szczególną wrażliwością na materiał, światło i kontekst. W Termach w Vals czy Muzeum Sztuki w Bregencji architektura staje się niemal zjawiskiem – czymś pomiędzy materią a emocją.
W betonowych wnętrzach o wysokich sufitach przestrzeń wydaje się nieskończona. Z zewnątrz budynek jawi się jako prostopadłościan pokryty szklaną fasadą z nakładających się paneli, przypominających dachówki. Światło przenikające przez szkło staje się tu niemal materialne, tworząc atmosferę skupienia i ciszy. W architekturze Zumthora obecna jest pewna tajemniczość – subtelna, nieuchwytna, a zarazem głęboko poruszająca.
Początków minimalizmu można doszukiwać się w XX wieku, w rewolucji Bauhausu, który zmienił sposób myślenia o architekturze i designie. Funkcjonalizm tej szkoły opierał się na redukcji formy do tego, co konieczne - do istoty rzeczy, która wynikała z podstawowych potrzeb człowieka. Ostatnim przywołanym przeze mnie architektem jest Alberto Campo Baeza. Jego twórczość łączy modernistyczną dyscyplinę z poetycką klarownością formy. Kubiczne, horyzontalne bryły, światło i beton tworzą u niego język prosty, ale niezwykle wyrafinowany. Jego architektura jest spokojna, wyważona i głęboko zakorzeniona w kontekście miejsca.
Myślę, że twórczość tych trzech architektów pokazuje, jak różnorodnie można rozumieć minimalizm. Nie jest on redukcją do pustki, lecz próbą stworzenia przestrzeni, która oddycha ciszą, światłem i proporcją. Granica między minimalizmem a pustką jest cienka i wymagająca - wymaga uważności, precyzji i wyczucia.
Minimalizm nie zabiera - on odsłania. Nie upraszcza świata, lecz pozwala go zobaczyć wyraźniej, bez nadmiaru, który zasłania to, co najważniejsze. W takiej architekturze człowiek nie jest dodatkiem - jest jej cichym centrum.